Społeczność

Kolejne spotkanie

Witam ponownie!

Będąc w odwiedz­i­nach w Bło­niu spotkałem się z p.Jerzym Bezpałko — twórcą

tego bloga i autorem książki o zakładzie Mera –Błonie. Cho­ciaż czas nas

troszeczkę zmienił to jed­nak poz­nal­iśmy się i w miłej pogawędce

powspom­i­nal­iśmy dawne czasy współpracy jak również i naszych kolegów, którzy

odes­zli na wieczny odpoczynek. Jeśli tylko p. Jerzy zor­ga­nizuje ponowne

spotkanie dawnych pra­cown­ików zakładu to ja będę starał się przy­jechać i

spotkać tych, z którymi pra­cow­ałem oraz zobaczyć się i wspom­nieć te dawne

Słaba pamięć

Jeszcze raz ja — dzięki serdeczne p. Jerzemu Bez­pałko, który założył tą stronę, napewno trochę przy­bliży nam teraz sobie — nie jesteśmy już pra­cown­ikami, nie ma mery-​błonie — jesteśmy MY.

Ja zapom­ni­ałem już wiele nazwisk i osób, z którymi współpra­cow­ałem, ale myslę, że odna­jdziemy się w dal­szym naszym wspom­i­na­niu. Poz­draw­iam WAS — A.T.

Pamięć

Witam wszys­t­kich tych, którzy mają dostęp do kompa jak rown­ież chęć przy­pom­nienia sobie — siebie — po lat­ach wspól­nej pracy w mera-​błonie.

Refleksje konstruktora mechanika

Za namową mojego pier­wszego szefa, p. Jerzego Bez­pałko, twórcy merowskiej strony, chcę przy­pom­nieć i zachować dla następców, choć trochę, dzieje stanowiska pracy – KON­STRUK­TOR MECHANIK. Zacząłem pra­cować w ZMP BŁONIE w maju 1970 r. właśnie na takim stanowisku. Dla ścisłości dodam, że między p. Bez­pałko i mną był jeszcze kierownik sekcji p. Fran­ciszek Szafrański.

Kto lubi ogród?

Zapraszam do obe­jrzenia wirtu­al­nego na zdję­ci­ach mojego ogrodu, który ist­nieje w realu:

www​.net​log​.com/​l​u​d​w​i​k​g​a​j​ewski

Pro memoria - o Bolesławie Mizerackim

Pro memo­ria - na trze­cią rocznicę śmierci Pana Bolesława Mizerackiego

O moich Dziadkach - pracownikach Mery

Panie Jerzy!

Zwykły, zielony pamiętnik


Ryszard Wlekły – moje wspomnienia

Rocznik 1940. Urod­zony w Wielkopolsce. Szkołę śred­nią o kierunku ped­a­gog­icznym ukończyłem w Lesznie Wlkp. w 1959 r. W tym samym roku opuszczam rodzinną Wielkopol­skę przenosząc się do Mazowsza. Po krótkim poby­cie w Warsza­wie we wrześniu 1959 r. rozpoczy­nam swoją pier­wszą pracę w Szkole Pod­sta­wowej i Liceum Ogól­nok­sz­tałcą­cym w Bło­niu jako nauczy­ciel. Mieszkanie w postaci jed­nego pokoju otrzy­muję w Dworku Poni­atówka. Po sześ­ciu lat­ach pracy w zawodzie nauczy­ciela – w 1965 roku rozpoczy­nam pracę w Zakładach Mechaniczno-​Precyzyjnych „Mera-​Błonie” w Bło­niu. Fir­mie tej pozostanę wierny do 2001 roku, tj. do momentu prze­jś­cia na emeryturę.

Nowy charak­ter pracy, inne wyma­gania zawodowe spowodują pod­ję­cie przeze mnie nauki i ukończenia:

  • Pomat­u­ral­nego Zaocznego Studium Zawodowego w spec­jal­ności elektronika
  • Wiec­zorowych Studiów Wyższych w Wydziale Nauk Eko­nom­icznych Uni­w­er­sytetu Warsza­wskiego i uzyska­nia stop­nia mgr. ekonomii.
Zdobyte wyk­sz­tałce­nie zawodowe poz­woliło, że w krótkim cza­sie ze stanowisk inspek­tora szkole­nia zawodowego, a następ­nie ekon­o­misty w Dziale Orga­ni­za­cji awan­sowałem na stanowiska kierownicze:
  • Kierown­ika Dzi­ału Orga­ni­za­cji Zarządza­nia i Obsługi Prawnej – w 1969 r.
  • Głównego Spec­jal­istę ds. Pra­cown­iczych – w 1979 r.
  • Zastępcę Dyrek­tora ds. Zaopa­trzenia i Gospo­darki Mate­ri­ałowej – w 1989 r.
  • Zastępcę Dyrek­tora ds. Admin­is­tra­cyjnych – w 1993 r.
Real­izu­jąc różné zada­nia na stanowiskach w zakładzie dory­w­czo także pra­cow­ałem jako nauczy­ciel w Przyza­kład­owej Szkole Zawodowej ZMP „Mera-​Błonie” mając wpływ na ksz­tałce­nie nowych kadr, a także przy­czy­ni­a­jąc się do budowy, orga­ni­za­cji i roz­woju tej szkoły.
Uwzględ­ni­a­jąc poszczególne etapy swo­jej pracy zawodowej zawsze będę mile wspominać:
  • życzli­wość, pomoc ludzi w pier­wszych trud­nych dni­ach samodziel­nego życia i pracy. Obok wielu takich osób – przy­jaciół z nazwiska wymienię tylko woźnego szkoły, nie żyjącego już Pana Sadajskiego
  • spotka­nia noworoczne z byłymi pra­cown­ikami Zakładów „Mera-​Błonie”, nace­chowane ich radoś­cią i dumą z tego jak ich zakład rozwi­jał się, stawał się znaną firmą w Polsce, Europie, a także smutek w chwilach jego niepowodzenia.

Kto pamięta najsłynniejszego w Merze wynalazcę?

Pra­cował nad mięśniolotem, potem zapro­jek­tował pipetkę do tuszu,

a ostat­nim jego pro­jek­tem był turysty­czny, prze­woźny rower wodny.

Ze był to temat potrzebny, świad­czą próby zbu­dowa­nia czegoś takiego

na całym świecie.

Jak wygląda taki najnowszy pojazd — pole­cam link poniżej.

Nie jest to może rower, ale dość szy­bki pojazd jednoosobowy,

napędzany siłą mięśni ludz­kich, z wyko­rzys­taniem podwodnych

płatów nośnych, pracu­ją­cych jak ogon delfina.

Subskrybuje zawartość