Ludwik Gajewski - poezje

Kto lubi ogród?

Zapraszam do obe­jrzenia wirtu­al­nego na zdję­ci­ach mojego ogrodu, który ist­nieje w realu:

www​.net​log​.com/​l​u​d​w​i​k​g​a​j​ewski

Zwykły, zielony pamiętnik


Kto pamięta najsłynniejszego w Merze wynalazcę?

Pra­cował nad mięśniolotem, potem zapro­jek­tował pipetkę do tuszu,

a ostat­nim jego pro­jek­tem był turysty­czny, prze­woźny rower wodny.

Ze był to temat potrzebny, świad­czą próby zbu­dowa­nia czegoś takiego

na całym świecie.

Jak wygląda taki najnowszy pojazd — pole­cam link poniżej.

Nie jest to może rower, ale dość szy­bki pojazd jednoosobowy,

napędzany siłą mięśni ludz­kich, z wyko­rzys­taniem podwodnych

płatów nośnych, pracu­ją­cych jak ogon delfina.

Inwokacja

Co poeta chciał powiedzieć
o to nigdy go nie pytaj,
to nie każdy może wiedzieć.
Ty – w obłokach teraz witaj…

Pomyśl sam, a lep­iej jeszcze
tak w spokoju, bło­giej ciszy,
drugi raz przeczy­taj wier­sze.
Może wtedy coś usłyszysz?…

Gdy poezje długo traw­isz,
łaska spływa oświece­nia
i już więcej się nie dzi­wisz –
sam masz coś do powiedzenia.

Wszystkie wiersze

proste, białe, rymowane
piękne, miłe, zgrabne, zwiewne
eteryczne, zad­u­mane
te stac­cato i te śpiewne

tkliwe, śliczne, roman­ty­czne
uczu­ciowe, mądre, płytkie
racjon­alne, chao­ty­czne
wręcz banalne, jakby brzydkie

mogą wzbudzać twe pod­ni­ety
pod warunk­iem oczy­wistym,
gdy podob­nie do kobi­ety
mają „coś” i przekaz czysty.
 

Dezyderata

Poezja jest dobra na życie

Coś jest na rzeczy, coś w sobie mam
Jak mnie zaprag­niesz, to wier­szyk dam
Tobie na smutek, by z twarzy znikł
Tobie na radość – nie jesteś nikt!

Gdy zdaje Ci się, żeś życia wrak
I dnia każdego szczęś­cia jest brak
Weź w rękę wier­sze – nie szukaj rad
Jak leczyć duszę, spo­jrzyj na świat

Jak patrzeć umie dziecięcy wzrok
Ciekawie, ufnie, choć chwiejny krok
Nie pozwól nigdy na serca lód
To nic dobrego, gdy uczuć chłód

Duszę oga­r­nia jak zmierzchu mrok
Noc ciemną wieszczy – zrób pier­wszy krok!
Nie broń się dłużej, poezji kwiat
Duszę uzdrowi – z nią za pan brat!

31.03.2010

Zwyczajna miłość

Jesień w roku jesieni życia…
Coś niezwykłego? – zaduma trwa…
Nie mam teraz długiego bycia,
a cią­gle nie wiem, jak miłość ma

usłużnie się dzieli, gdy trzeba -
dwoi, z cza­sem – potraja, mnożąc
posta­cie, co dość mają chleba
tego uczu­cia — głodu nie bojąc.

Czy żyłeś człowieku choć raz ...

Czy żyłeś człowieku choć raz jedną chwilą,
tak aby zapom­nieć tą zwykłą codzi­en­ność?
Nie myśleć o wszys­tkim, choć raz pić tequilę,
nie wiedzieć o świecie od świtu po ciemność.

Nie dane mi było choć raz tak dzień przeżyć,
chyba, że w młodości — ale bez tequili!
Już mi dziś nawet tak bardzo nie zależy -
młodość minęła wraz z tym cośmy cenili.

Kwiaty na Miodowej

Od Pszczelińskiej w bok — Miodowa.
Czy ktoś pszc­zoły tutaj chowa?…
Ludzie domy zbu­dowali,
by od miasta być najdalej.

Tam, gdzie numer dziewięt­nasty
jest nasz ogród ogrom­ni­asty.
W nim od wiosny do jesieni
nie brak kwiatów, ni zieleni.

Jeszcze zima, nie ma wiosny –
zak­witają już pier­wiosnki.
A przy ziemi są pry­mulki -
jakie skromne te biedulki.

Niezatarty wstyd

Mama, gdy wracała z miasta,
przynosiła dla nas ciastka:
i babeczki, i tor­towe,
bo wierzyła, że to zdrowe.

Zawsze chci­ała co najlep­sze
oddać dzieciom ku pociesze.
Brała potem pudełeczko,
by okruszki zjeść łyżeczką.

Tak do tego przy­wyk­liśmy,
że te ciastka zjadal­iśmy
nie dzieląc się z Mamą wcale,
aż zostawał tylko talerz.

Subskrybuje zawartość