Refleksje konstruktora mechanika

Za namową mojego pier­wszego szefa, p. Jerzego Bez­pałko, twórcy merowskiej strony, chcę przy­pom­nieć i zachować dla następców, choć trochę, dzieje stanowiska pracy – KON­STRUK­TOR MECHANIK. Zacząłem pra­cować w ZMP BŁONIE w maju 1970 r. właśnie na takim stanowisku. Dla ścisłości dodam, że między p. Bez­pałko i mną był jeszcze kierownik sekcji p. Fran­ciszek Szafrański.
Na przestrzeni wielu lat mojej drogi zawodowej zmieniła się nazwa Zakładu, dodano nazwę Zjed­noczenia MERA. Pra­cow­ałem w Zakładzie Doświad­czal­nym i Ośrodku Badaw­czo — Roz­wo­jowym Urządzeń Infor­matyki. Przy nich też wid­ni­ała nazwa MERA-​BŁONIE. Ale cią­gle byłem kon­struk­torem. I tak do emery­tury i dalej.
Na ogół wiadomo, czym zaj­mował się i zaj­muje kon­struk­tor. Przez wiele dziesiątków lat nawet wiele osób wiedzi­ało, w co jego stanowisko pracy jest wyposażone. Oczy­wiś­cie deska kreślarska zwana „kul­manem”, biurko, ołówek, tusz, piórka i redis­ówki, cyrkiel itp. przyrządy kreślarskie. Na początku lat siedemdziesią­tych suwak log­a­ryt­miczny wychodził już powoli z uży­cia. Nastawała era kalku­la­torów. Nie bez powodu o tym wspom­i­nam. Efekty pracy kon­struk­tora mechanika zależały od umiejęt­nego posługi­wa­nia się anal­izą wymi­arową, liczenia łańcuchów wymi­arowych i odchyłek. O dokład­ności nie mógł decy­dować dobrze zatem­per­owany ołówek i grubość kreski na kalce.
Taki mniej więcej wygląd miały stanowiska pracy kon­struk­torów mechaników w naszym Zakładzie niemal do końca lat osiemdziesią­tych. Takimi meto­dami posługi­wałem się i ja, na wieki wieków kon­struk­tor, że sparafrazuję określe­nie pewnego aktora amanta. Z moją, między innymi, pomocą pow­stało w Zakładzie wiele wyrobów. Ich przegląd można znaleźć w którejś z zakładek na naszym portalu.

Deska kreślarska wypro­dukowana przez Spółdziel­nię SKALA (lata osiemdziesiąte)

Nieco z rozrzewnie­niem wspom­i­nam te „kul­many”, choć nasze deski pro­dukowała spółdziel­nia SKALA. Ale również wiem, ile czasu pochła­ni­ała ta praca. Ile osób angażowało się w jeden pro­jekt zakońc­zony opra­cow­aniem doku­men­tacji do mod­elu, do pro­to­typu, do kole­jnych serii i uru­chomie­niem pro­dukcji.
Koniec lat osiemdziesią­tych, to zmi­ana jakości w orga­ni­za­cji pracy kon­struk­tora mechanika i to zarówno tego od wyrobów jak i tego od oprzyrzą­dowa­nia. Zakład naw­iązał współpracę z aus­tri­acką firmą SYS­GRAPH pro­duku­jącą sys­temy kom­put­erowego wspo­ma­gania kon­strukcji (CAD) zwanych SYSCAD. To był w naszym przy­padku olbrzymi przełom. Choć z dzisiejszego punktu widzenia to tylko sys­tem 2D, czyli rysowanie na płasko, zyskaliśmy jako kon­struk­torzy wspani­ałe w porów­na­niu z „deską” narzędzie. Możli­wość korzys­ta­nia z bib­liotek wkrętów, śrub, nakrętek, pod­kładek, łożysk i innych pow­tarzal­nych ele­men­tów skra­cała znakomi­cie czas wyko­na­nia pro­jektu. Raz narysowany ele­ment można było przenosić do innych pro­jek­tów. Znacznie wzrosła dokład­ność opra­cowywanej doku­men­tacji. Warunk­iem była jed­nocześnie potrzeba nauczenia się tego wszys­tkiego łącznie ze zmi­aną pode­jś­cia do tem­atów. Dopełnie­niem była również metoda emi­towa­nia doku­men­tacji. Żmudną pracę kreślarską zastąpił ploter rysu­jący na kalce, obsługu­jący szereg stanowisk.

W tle, za autorem, sys­tem SYSCAD – dwa mon­i­tory: alfanu­meryczny i duży 21” graficzny, z prawej strony ploter, samego kom­put­era nie widać, schowany pod stołem, do tego dig­i­tizer leżący przed mon­i­torem graficznym (1992)

Owocem współpracy z firmą SYS­GRAPH było pow­stanie spółki MBS Com­put­er­graphik. Miałem przy­jem­ność pra­cować w niej przez pier­wsze dwa lata i później, po ode­jś­ciu z MERY-​BŁONIE w końcu 2002 r.
Uży­wal­iśmy zatem w Zakładzie syscadów, tak je pop­u­larnie nazy­wal­iśmy. Dzięki temu, w cza­sach wiel­kich trud­ności, w jakich znalazł się Zakład po upadku rynku radzieck­iego, syscad znalazł zas­tosowanie najpierw na wydziale P4 do opra­cowywa­nia doku­men­tacji dla klien­tów, którzy przy­chodzili tylko ze szki­cami lub tylko z pomysłami. Zaczęto także uży­wać syscada do pisa­nia pro­gramów dla pras sterowanych numerycznie. Po reak­tywacji dzi­ału kon­struk­cyjnego ponownie stał się narzędziem pracy kon­struk­tora. Gdy pojaw­iła się możli­wość pod­ję­cia współpracy z firmą POS­NET, pow­stała w reko­r­dowym tem­pie doku­men­tacja drukarki fiskalnej DF300 i krótko po tym jej kole­jna wer­sja. Jest dla mnie oczy­wiste, że było to możliwe dzięki naszemu syscad­owi. Kole­jne wyroby to już parkom­e­try z serii X, w tym najważniejszy X3, który do dzisiaj wypeł­nia swą rolę na uli­cach Warszawy.
Koniec lat dziewięćdziesią­tych to dla kon­struk­tora mechanika kole­jna rewolucja i powód do zmi­any sposobu pode­jś­cia do kon­strukcji, nie wspom­i­na­jąc o dużej, włożonej w naukę, pracy. Pojawił się w Zakładzie rasowy, nowoczesny sys­tem CAD, do pro­jek­towa­nia w 3D czyli w przestrzeni. Krótko mówiąc Pro­Engi­neer. Prze­si­adka była mozolna ale lata uży­wa­nia syscada nie poszły na marne. Sys­tem był o wiele bardziej złożony ale za to pozwalał na wiele. Dawał niesamowite możli­wości. Już nie tylko korzys­tanie z bib­liotek pow­tarzal­nych ele­men­tów złącznych i innych części. To możli­wość uzyska­nia nieby­wałej dokład­ności i wielokrotne przyspiesze­nie prac pro­jek­towych, możli­wość wykony­wa­nia rozwinięć części z blach i wiele innych oper­acji przy­dat­nych w dobie rozwi­ja­jącego się Inter­netu. Wielu moich kolegów opanowało tę sztukę. W połącze­niu z doświad­cze­niem naby­tym przez lata pracy w Merze zna­jo­mość tego sys­temu była istot­nym argu­mentem przy szuka­niu sobie zatrud­nienia po upadku naszej MERY-​BŁONIE. Nie doczekałem jej końca, choć był bardzo widoczny po przyjś­ciu komis­arzy. Zna­jo­mość sys­temu poz­woliła mi ponownie stać się pra­cown­ikiem MBS Computergraphik.

Na pier­wszy rzut oka stanowisko z sys­te­mem Pro­Engi­neer przy­pom­ina typowe stanowisko pracy z zas­tosowaniem kom­put­era i takim w isto­cie jest (2003)

Zas­tanaw­ia­jąc się nad ewolucją środ­ków tech­niki w mojej pro­fesji trudno nie dostrzec, że praca wykony­wana niegdyś przez wieloosobowe, kilku­nasto– czy kilkudziesię­cioosobowe nawet zespoły może być wyko­nana dzisiaj przez garstkę osób. A efekty jej bywają znacznie doskon­al­sze. Jedno jest tylko niezmi­enne. Za wciąż doskon­al­szymi narzędzi­ami, zwielokrot­ni­a­ją­cymi wyda­jność pracy kon­struk­tora stoi cią­gle człowiek.
Moje życie zawodowe przy­padło na taki okres, że na moich oczach i przy moim udziale praca kon­struk­tora mechanika przeszła nieby­wałą ewolucję i to w ciągu jed­nego pokole­nia. Choć jestem już emery­tem, nadal jeszcze akty­wnym, widzę, że ta ewolucja trwa, ist­nieją nowe i bardziej rozwi­jane od ProEngineer’a sys­temy, które pewnie będzie mi dane poz­nać i stosować.

Edward Siekier­ski
 


Odpowiedzi

Portret użytkownika andrzej taszer

pozdrowienia

Witam p.Edwarda Siekierskiego dawnego konstruktora - pracowałem w dziale gł.technologa w sekcji montażu u Kazimierza Hardeya i musielismy  razem współpracować .Dzisiaj po latach też wracamy do wspomnień, bo to nam pozostało - nie ma mery i drukarki już nie takie, a MY - niby tacy sami a jednak inni. Czy pamięta mnie PAN???  Andrzej Taszer

Skomentuj